Drzewo genealogiczne pani Marii z happy endem

Historia tego drzewa zaczyna się bodajże w lutym lub w marcu 2017 roku, czyli na wiele miesięcy przed tym jak my zostałyśmy w nią włączone.

Zaczęło się od długich poszukiwań pani Marii, która w prezencie na 50tą rocznicę ślubu chciała podarować Mężowi i sobie drzewo genealogiczne ich rodziny. Pani Maria, jak sama o sobie powiedziała w jednym z maili, jest osobą wielce zapobiegliwą, dlatego zajęła się tematem na wiele miesięcy przed Rocznicą, która miała być w grudniu, tak żeby mieć pewność, że wszystko będzie gotowe na czas.

Nie chcę sobie nawet wyobrażac jak żmudną pracą było dokopywanie się do korzeni obu rodów, dość powiedzieć, że w sumie udało się zebrać informacje na temat ponad 170 członków rodziny w sumie w 7 pokoleniach. Wszystkie te informacje zostały wysłane do zleceniobiorcy (nie, jeszcze nie do nas, my wkroczymy za "parę miesięcy":), który potwierdził ich otrzymanie, a nastepnie przestał odpowiadać na jakiekolwiek próby kontaktu ze strony pani Marii.

Tak, i teraz wkraczamy my. A raczej pani Maria włącza nas do akcji, bo po paru miesiącach od tych pierwszych prób, których powodzenia była jeszcze w lutym całkowicie pewna, udało Jej się dotrzeć do nas, opowiedzieć całą historię i poprosić o "przejęcie sprawy", a właściwie o zrobienie jej całkiem od podstaw, bo przecież żadnych materiałów od nierzetelnego zleceniobiorcy nie dostałyśmy.

A my z Agą cóż... lubimy takie trudne sprawy i zawsze chętnie się podejmujemy trudnych tematów, dlatego i tym razem "podjęłyśmy rękawicę". 

Czasu miałyśmy już o wiele mniej aby stworzyć to drzewo genealogoczne, bo zostało raptem niespełna dwa miesiące. Wiem- dwa miesiące to dużo- pewnie tak pomyśleliście, ale absolutnie nie w tym przypadku. 

Cały problem z tworzeniem takiego drzewa genealogicznego polega nie tyle na tym, żeby wszystkie osoby zmieścić, ale aby czytelnie przedstawić główne informacje i połączenia rodzinne. A wierzcie mi- w tak dużym "zespole rodzinnym" nie jest to proste- wystarczy, że na którejś gałęzi będzie siedmioro dzieci, które potem mają mężów i żony, a czasami nawet nie po jednej, a potem z tych związków kolejne dzieci, a te dzieci znów mają dzieci, które wchodzą ze sobą w skomplikowane relacje i powstaje nam ogromny galimatias.

Na szczęście pani Maria rozrysowała nam swoje drzewo genealogiczne w sposób perfekcyjny- klarownie i czytelnie, co było dla mnie dużym ułatwieniem przy przenoszeniu wszystkiego z wersji papierowej na cyfrową, choć i tak załęło mi to jakieś 3 tygodnie.

Następnie zleciłyśmy wydrukowanie przygotowanego przeze mnie pliku na ogromnej kanwie o wymiarach 100x70cm. Nie ma właściwie innego wyboru niż druk, żeby mieć gwarancję czytelności- w tym wypadku nie ma mowy o ręcznym pisaniu. 

Po tym jak dostałyśmy wydrukowany na płótnie obraz, trafił on na cały tydzień do ramiarza, który pięknie go oprawił, a potem do akcji przystąpiła Agnieszka, której zadaniem było stworzenie z tych zawieszonych w próżni tabliczek- prawdziwych drzew. To wyzwanie co najmniej równie trudne jak moje projektowanie w komputerze, bo teraz dopiero trzeba te gałęzie tak powykręcać, połączyć i poprzeplatać, żeby oddać prawdziwie relacje rodzinne.

Końcowy etap to ozdobienie całości listeczkami oraz zlotym napisem "Nasza Rodzina", który domyka całość. W sfotografowanej przez nas tuż przed wyjazdem wersji go nie ma, bo pani Maria początkowo chciała z niego zrezygnować, dlatego wysłałyśmy go "luzem" do własnoręcznego montażu po dokonaniu ostatecznej decyzji. Finalnie, co można zobaczyć na zdjęciach z uroczystości, napis jednak się znalazł, tak jak pierwotnie sugerowałyśmy.

Ponieważ obiecałam piękny happy end, za zgodą pani Marii, zamieszczam jeszcze parę zdjęć z uroczystości obchodów "Złotych Godów" pani Marii i pana Wacława, na której to uroczystości drzewo miało swoją premierę.

Jak napisała pani Maria, nasze drzewo genealogiczne zrobiło bardzo duże wrażenie, a pan Wacław nieustannie je studiował. Podobno ustawione na sztaludze prezentowało się znakomicie tuż koło portretu Jubilatów, który to był prezentem od dzieci.

No cóż- uwielbiamy takie dobre wieści! I jestem bardzo wdzięczna, że pani Maria zechciała nam napisać te parę słów.

Rozwijam też temat ten nieprzypadkowo, bo zdaje się, że drzewo genealogiczne stanie się powoli naszą specjalnością. W mniejszym lub większym wydaniu (na razie to pani Marii największe), w wersji na płótnie lub w albumie- widać, że lubicie takie sentymentalne prezenty

I dobrze bo historia rodziny to coś, co warte jest zachowania, zapamiętania i uwiecznienia, a drzewo genealogiczne może być doskonałym prezentem nie tylko z okazji pięknego jubileuszu 50-lecia małżeństwa. Szykowałyśmy już drzewa dwóch rodzin w prezencie od młodych małżonków jako podziękowanie dla rodziców (o czym mozna przeczytać TUTAJ) , w tej chwili pracuję nad czymś trochę mniejszym z okazji 80tych urodzin dla pewnej pani od jej wnuczki, a być może będę miała takze okazję przygotować album o historii rodziny z okazji setnych urodzin! To dopiero kawał historii...

 


Marta

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów